Thursday, October 19, 2017

EU-tan-Azja

Australia chyba się europeizuje, właśnie w naszym stanowym parlamencie trwa debata na temat legalizacji eutanazji.
Już po opublikowaniu wpisu zdałem sobie sprawę, że tak się zapatrzyłem na pierwsze litery nazwy, że przegapiłem ostatnie a tam - Azja, dużo nam blizsza Azja.

W tym przypadku posłów nie obowiązuje dyscyplina partyjna, mają głosować zgodnie z głosem sumienia.

Ostatnio burzę wywołały słowa przewodniczącego Australijskiego Związku Lekarzy (AMA) - nie zmieniajcie stosunków społecznych tylko dlatego, że kilka bardzo wpływowych osób widzi jak umierają ich rodzice - KLIK.

Osobiście nie mam na ten temat jasnego poglądu, nie mam go zresztą również na żaden inny temat. Spróbowałem jednak dokonać wirtualnego samobójstwa - zlikwidowałem swoje konto na facebooku.

Nie boli.

Sunday, October 15, 2017

Niedzielne czytanie - drzewa dobrej wiadomości

"Lata temu, potknąłem się o omszałe kamienie dziwnego kształtu w rezerwacie starych buków w lesie pod moją opieką. Zdałem sobie sprawę, że przechodziłem obok nich już wiele razy nie zwracając na nie uwagi. Ale tego dnia zatrzymałem się i pochyliłem żeby zbadać je z bliska. Kamienie były niezwykłego kształtu: lekko pogięte z wydrążeniami. Delikatnie podniosłem warstwę mchu na jednym z kamieni. Pod spodem była kora drzewna. To nie były żadne kamienie tylko stare drzewo. Zdziwiłem się jak twarde gdyż normalnie wystarczy kilka lat aby drzewo bukowe zgniło. Co zdziwiło mnie jeszcze bardziej to fakt, że nie mogłem tego kawałka drzewa podnieść. Najwyraźniej był w jakiś sposób wrośnięty w ziemię.
Wyjąłem scyzoryk, ostrożnie zdrapałem trochę kory aż ukazała się zielona warstwa. Zielona? Ten kolor można znaleźć tylko w chlorofilu, który nadaje liściom zielony kolor; rezerwy chlorofilu są również gromadzone w pniach żywych drzew. To mogo oznaczać tylko jedno: ten kawałek drzewa żył! Dopiero teraz dostrzegłem, że te "kamienie" tworzyły regularny okrąg o średnicy około półtora metra. To były pozostałości pnia wielkiego drzewa. Wnętrze zamieniło się w próchno dawno temu - oczywisty znak, że drzewo zostało ścięte conajmniej 400 lat temu. W jaki sposób te resztki mogły żyć tak długo?
Żywe komórki muszą mieć pokarm w postaci cukru, muszą oddychać, muszą rosnąć, choć trochę. Ale bez liści, bez fotosyntezy, jest to niemożliwe. Żadna istota na naszej planecie nie może sama w sobie przeżyć tak długo. Było oczywiste, że z tym pniem musiało się coś dziać. Musiał dostawać wsparcie od sąsiednich drzew, poprzez sieć korzeni. (...) www - wood-wide-web.
Peter Wohlleben - The hidden Life of Trees.
Polski tytuł: Sekretne życie drzew - KLIK.


Drzewa opiekuja się ułomnymi starcami, pomagają sobie nawzajem, a czasem walczą ze sobą. Podobnie postepują z innymi mieszkańcami lasu. Komunikują się, przestrzegają pewnej etykiety, mają poczucie czasu, indywidualny charakter. Pozostawione "opiece" ludzi wyrastają na dzieci ulicy.

Na pierwszych stronach biblii czytamy o drzewie poznania dobrego i złego. Wypraszam sobie - od drzewa niczego złego nie można się nauczyć.

P.S. Zastanawiam się nad tym ostatnim zdaniem. Nie tyle nad zdaniem ile nad tym z jakiego też drzewa spadła ta jadowita szyszka, mam na myśli obecnego ministra środowiska w Polsce

Thursday, October 12, 2017

Napalm w edukacji

W Australii funkcjonuje system okresowego testowania uczniów  - NAPLAN - KLIK.
Kiedy sam byłem uczniem, a potem rodzicem, byłem zwolennikiem testów. Z czasem jakoś mi to przeszło więc jestem skłonny przekręcać nazwę systemu na Napalm.

Dzisiaj w radio usłyszałem rozmowę z jakimś specjalistą od edukacji, który opowiadał o przygotowaniach do komputerowgo sprawdzania testów z angielskiego. Nie testów typu "multiple choice" , ale esejów.

Prowadzący rozmowę do końca pozostawał nieprzekonany, że komputer potrafi właściwie ocenić esej. Specjalista od edukacji tryskał optymizmem.
Częściowo się z nim zgadzam. Po prostu człowiek czytający setki esejów (nie wiem jaka jest norma dzienna, ale pewnie wysoka) po pewnym czasie straci całkowicie wrażliwość i jego oceny będą raczej przypadkowe.

Rozmówcy nie poruszyli jednak dość dla mnie istotnego tematu - nauczyciele będą uczyć pisania esejów w "pod komputer" akcentując tematy, które sa wyżej oceniane.

Znam to trochę z czasów gdy sam poszukiwałem pracy. Pisałem bardzo ładne "resume" i dbałem o to żeby były w nim wszystkie istototne słowa kluczowe. Powiedziano mi bowiem, że agencje rekrutacyjne nie zadają sobie trudu czytania wszystkich nadesłanych ofert. Wrzucają  je do komputera, ten zlicza słowa kluczowe istotne dla agencji i robi listę ofert, które warto przeczytać.

Oczywiście od tego czasu w informatyce nastapił ogromny postęp, sztuczna inteligencja jest bardzo inteligentna.  To jednak według mnie sprawa drugorzędna.
Pierwszorzędną według mnie będzie to, że nauczyciele będa tępić (wypalać jak tytułowy napalm) wszelką indywidualność i wcale nie zdziwię się jak zaczną się zdarzać przypadki gdy kilku uczniów napisze eseje o identycznej treści - słowo w słowo.

Obawiam się, że we wspóczesnej edukacji właśnie o to chodzi.

Tuesday, October 10, 2017

Przybyli Rosjanie pod okienko

Kontynuacja wpisu sprzed tygodnia.

Rok 1983. Australia. W mojej pierwszej pracy spotkałem świeżego imigranta ze Związku Radzieckiego.  Arkady (...) spytał:
– Powiedz mi – czy to prawda, że w Polsce są prywatni lekarze, że można dostać paszport, że są prywatne gospodarstwa rolne?
– Prawda. Z tymi paszportami nie tak łatwo, ale można dostać.
– A poza tym normalnie – gwarantowana praca, urlopy, wczasy, emerytury?
– Normalnie.
– Lech, to co wam strzeliło do głowy żeby taki system zmieniać?
Więcej TUTAJ.

Sunday, October 8, 2017

Niedzielne czytanie - Bóg nie uczy się na błędach

Tę książkę zauważyłem na półce w lokalnej bibliotece.


Więc ktoś jeszcze wydaje książki napisane 60 lat temu (1958)?

Zdziwił mnie również kieszonkowy format książki i staranne wykończenie - Collectors Library.
Kieszonkowy format? Bez sensu, jak ktoś chce nosić przy sobie to może skorzystać z telefonu, czytać albo słuchać.
Jeśli kolekcjonuje eleganckie wydania książek, to wolałby książkę w normalnym wymiarze, żeby dobrze prezentowała się na półce.

To była pierwsza przeczytana przeze mnie książka Grahama Greena.
Był chyba rok 1960. Dwa lata później, podczas kryzysu kubańskiego, prasa często wspominała o tej książce.

Wypożyczyłem. Czyta się jak 57 lat temu. Może to jest sposób na odmładzanie się? Czytać ulubione książki sprzed wielu lat.

"W okrucieństwie nie ma trwałości, przychodzi i przemija jak trony i rządy pozostawiając po sobie ruiny. Ale klown, którego widział w cyrku, klown, który codziennie o godzinie 22 wpada do wiadra z białą farbą, to nigdy się nie zmienia.
Bóg nie uczy się na błędach, jakby mógł w takim przypadku żywić jakiekolwiek nadzieje w stosunku do ludzi?".

Czytając książkę po raz pierwszy, tak dawno temu, nie zwróciłem uwagi na przewrotny styl autora. Nie zwróciłem też zapewne uwagi na częste odniesienia do religii tak typowe dla jego książek.
Bohater powieści, niewierzący, spełniając życzenie żony, która go porzuciła, wychowuje córkę w rygorystycznym, katolickim klimacie.
Córka doskonale sobie w tej atmosferze radzi - każde niepowodzenie to wynik niezbadanych wyroków boskich, każdy sukces to uznanie jej wysiłków przez Najwyższego.
O ile łatwiej takiej osobie żyć.

Thursday, October 5, 2017

Wielcy ludzie małego imienia


„Wielkich Ludzi, pieśni, chwal”
Małego imienia,
Bo ich dzieło rośnie wciąż,
I ich dzieło rośnie wciąż,
W głąb i wszerz się krzewi wciąż,
Ponad ich marzenia.

Wiatr zachodni, morza szum
Wyrwały nas matkom,
Rzuciły na nagi brzeg —
Tuzin domów, gdzie ten brzeg,
a lat siedem marzł w nich człek
Z uczniacką czeladką.

Sławnych ludzi był tam rój,
Wielkiej uczoności;
Wzięło się tam dużo trzcin,
Wciąż słyszało się świst trzcin,
Nikt nam nie żałował trzcin,
Ze szczerej miłości.

Od Egiptu aż po Pont
I przez Himalaje —
Pełno ludzi z naszych gron,
Brazylia i Babilon,
Wyspy czy też Andów skłon,
Wszędzie nasz człek staje.

Wielkim Ludziom sława wciąż:
Cześć, Starzy Koledzy!
Pokazali nam, w czym rzecz,
Nauczyli nas, w czym rzecz.
Prawda, Boga Wielka Rzecz,
Ważniejsza od Wiedzy.

Szerokości każdej znak
Wybity na świecie,
Widział już któregoś z nas,
Zawsze najlepszego z nas,
Zawsze w pracy, aż po pas —
Wszędzie nas znajdziecie.

A to dał nam każdy mąż
Od ćwiczeń i słówek:
Pracy zawsze wiernym bądź.
Swe zadanie zawsze skończ,
Bez żadnych wymówek.

Czy sztabowiec, czy też szpieg,
Czy człowiek podkopów,
Stał z królami twarzą w twarz,
Rzekł: — mam szrapnel, co ty masz?
Był to zawsze człowiek nasz,
Co najtęższy z chłopów!

Uczono nas w kraju wciąż,
Niezliczone razy,
Że najlepszą rzeczą jest
I najprościej zawsze jest,
Najzdrowiej, najmądrzej jest:
Czcić wasze rozkazy.

Drudzy, w krajach obcych słońc,
Mają większe sprawy,
Służą dzierżąc ziem tych rząd,
(Wierna służba — oto rząd!)
Miłość, wierność dzierży rząd,
Bez zysku ni sławy.

To wpoili mistrze nam,
Nie wiem, jak i kiedy,
Lecz poznałem z biegiem lat,
Dojrzewając z biegiem lat,
Że to owoc szkolnych lat,
Że to było wtedy.

Przeto czcijmy mężów tych,
Ducha Wspaniałego,
Co wzgardzili swoim Dziś,
Zapomnieli swoje Dziś,
W pracy zdarli swoje Dziś,
Dla Jutra naszego.

„Wielkich Ludzi, pieśni, chwal”
Małego imienia,
Bo ich dzieło rośnie wciąż,
I ich dzieło rośnie wciąż,
W głąb i wszerz się krzewi wciąż,
Ponad ich marzenia.
Rudyard Kipling  - Stalky i Spółka.

Kilka tygodni temu byłem na cmentarnej wycieczce. Nie wiedziałem, że niezbyt daleko od domu mamy taki ładny cmentarz.



Tabliczka po lewej - Seventh Ave - jak w Nowym Jorku. A niedaleko oczywiście Piąta Aleja.


Powód był prosty, kilka tygodni wcześniej kupiliśmy sobie wraz z żoną nasze ostatnie miejsce zamieszkania.



Ta dziurka, pierwsza z prawej od najniżej położonej "kwatery". Będzie ciasno, ale wieczność nie trwa chyba zbyt długo.

Temat wycieczki - Uczyli nas dobrze. 
Sądziłem, że uczyli przykładem, własnym życiem, jednak organizatorzy, lokalne kółko historyczne, potraktowali temat dosłownie - nauczyciele.
Pogrubiłem więc litery w zwrotce wiersza, która wyjaśnia tajemnicę tego sukcesu pedagogicznego.

Ludzie małego imienia.
Zaprawdę. To były wyłącznie nauczycielki a ich imiona nie figuruja nawet na ich grobach - w prawie wszystkich przypadkach były to zaniedbane kwatery bez żadnych znaków.
Historia prawie zawsze ta sama - samotna kobieta lub matka z córką przybyły do Australii z niewielką sumą pieniędzy, która pozwoliła na kupno lub wynajem domku, w którym można było urządzić pokój do nauki.
Do takiej "szkoły" uczęszczały dziewczęta, których rodzice chcieli wyposażyć swoje córki w kwalifikacje potrzebne do prowadzenia domu rodzinnego - właściwe maniery, umiejętność zorganizowania domu i ogrodu, wyżywienia. Praktyczne umiejętności jak szycie, haft. Czasem równiez niepraktyczne - śpiew, gra na pianinie, francuski.
Chyba tylko w dwóch przypadkach program szkoły zawierał przedmioty takie jak historia, sztuka, biologia itp.
We wszystkich przypadkach panie prowadzące owe instytucje zmarły bezżennie i bezdzietnie, co tłumaczy fakt, że mają tak ubogie groby.

Mnie osobiście bardziej zainteresował grób zamożnej rodziny Menck. Nie tyle sam grób ile te uchylone płyty nagrobne - a dokąd to się nieboszczycy wybrali na spacer?


Natomiast, jak się można było spodziewać, uczestników wycieczki najbardziej zainteresował grób "małej osoby wielkiego imienia". Pani Constance Dickens (z domu Desally), żony najmłodszego syna słynnego pisarza.