Wednesday, March 22, 2017

Słowa kluczowe

Dwa razy do roku odwiedzam lekarza specjalistę. Australijski system ubezpieczeń zdrowotnych wymaga, aby na wizytę u specjalisty posiadać skierowanie lekarza domowego (G.P. - general practitioner).
Ponieważ te wizyty są regularne, mój lekarz domowy wydał mi już dawno skierowanie na czas nieokreślony.

Właśnie zbliża się termin kolejnej wizyty, otrzymałem sms z przypomnieniem i uwagą, że potrzebne jest nowe skierowanie. Zadwoniłem do recepcji wyjaśnić tę sprawę.
- Wydaje mi się, że moje aktualne skierowanie jest na czas nieokreślony.
- Chwileczkę - recepcjonistka poszumiała papierami, a następnie zaczęła mruczeć co zapewne było akompaniamentem do czytania listu.
- No nie wiem. W każdym razie nie widzę tu słowa indefinite (nieokreślony) więc przynieś proszę skierowanie.

Nie widzi słowa kluczowego.
Nowe skierowanie dostałem bez trudu. Poprosiłem doktora, żeby użył słowa indefinite, zrobił tak, nawet je podkreślił.

Wciąż mam nadzieję, że podczas wizyty u specjalisty okaże się, że rozmawiał ze mną robot. Bo jeśli żywa osoba, to marnie z nami.

Sunday, March 19, 2017

Niedzielna wizyta - kościół w Sajgonie

Spędziłem w Wietnamie dwie niedziele. Pierwszą na pokładzie statku więc chyba mam dyspensę, Drugą w Sajgonie (obecnie Ho Chi Minh City).
O 6 rano usłyszałem pianie koguta. Ciekawe, we wszystkich 4 hotelach w Wietnamie słyszałem rano pianie koguta. Hotele były położone w gęsto zabudowanym terenie. Gdzie ludzie trzymają te koguty? Na balkonach?

Zaraz po kogucie usłyszałem bicie dzwonów. No tak, przecież z hotelowego okna widziałem szpiczastą kościelna wieżę. Zbiegłem do recepcji.
- Jak dość do tego kościoła w pobliżu?
- Kościoła? - pracownik recepcji najwyraźniej nie znał słowa "church".
Nie zdziwiłem się. 73% Wietnamczyków nie przyznaje się do żadnej religii, 12.2% to buddyści, 8.3% chrześcijanie, w tym 6.8% katolicy. Ciekawe, że w ciągu ostatnich 5 lat liczba niewierzących spadła o ponad 8%. Najwięcej zyskali buddyści.

Nasz przewodnik - Hoc - zadeklarował się jako buddysta. Swoją wiarę określił prosto - każdy dobry i zły uczynek wróci do ciebie.
Przy okazji zwrócił nam uwagę, że buddyści nie wierzą w Boga a więc nie jest to religia. A skoro nie wierzymy w Boga, to nie mamy świątyń (temple) tylko pagody.

Zamieszało mi to trochę w głowie.
Buddyzm nie jest religią - toż właśnie tak twierdził Jan Paweł II i był za to krytykowany - KLIK.
Jaka jest różnica między świątynia a pagodą? Gdy wrzuciłem to hasło do google na pierwszej stronie wyskoczyły odpowiedzi dotyczące właśnie Wietnamu. Może ten wietnamski buddyzm, bez świątyń, to jakaś komunistyczna wersja.

Do kościoła w pobliżu hotelu trafiłem bez trudu...


Właśnie rozpoczynała się poranna msza. Wiernych dużo...


Oczywiście po wietnamsku, tak że po odczytaniu Ewangelii wyszedłem.

P.S. Religię chcrześcijańską przywieźli do Wietnamu Portugalczycy, Kolonizacja francuska ją utrwaliła. Widomym śladem jest katedra Notre Dame - KLIK.

Friday, March 17, 2017

Migawka z Wietnamu - pieszy na drodze

Ostatnio spędziłem trochę czasu w Wietnamie. Początek nie był zachęcający.
Taksówka, która wiozła mnie z lotniska już po kilku minutach jazdy zjechała z austostrady i znaleźliśmy się w labiryncie wąskich uliczek, otoczeni masą motocykli. Wyglądało to mniej więcej tak - KLIK.

Chodniki zajęte są całkowicie przez parkujące skutery, stragany i wszelkiego rodzaju sprzedawców. Na mnie największe wrażenie zrobiły kobiety, ktore potrafiły w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach przykucnąć i w ciągu kilku minut rozłożyć podręczną kuchenkę i serwować gorące posiłki.



Jedzenie nie było mi jednak w głowie. Moim pierwszym wyzwaniem było dotarcie do położonego kilkaset metrów od hotelu jeziora Hoam Kiem - KLIK.

Chodniki całkowicie zajęte przez parkujace skutery, stragany i wszelkiego rodzaju sprzedawców.
Nie pozostawało nic innego tylko zanurzyć się w wartki i hałaśliwy nurt pojazdów.
Już po jednym kroku miałem dosyć. Cofnąłem się na chodnik i zlapałem jakiegoś słupa gdyż nie było tam miejsca dla mojej osoby. Po pewnym czasie wydało mi się, że w strumieniu pojazdów jest jakaś przerwa i próbowałem kontynuować spacer. Natychmiast spłoszyły mnie sygnały klaksonów za plecami. Nie było gdzie uciec więc tylko skuliłem się i wolno posuwałem się do przodu. A za chwilę było skrzyżowanie.



Po dłuższych obserwacjach i konsultacji z bardziej doświadczonymi ode mnie członkami wycieczki udało mi się zdefiniować reguły gry:
Klakson oznacza - jestem większy i silniejszy od ciebie i wiem dokąd jadę. Zakładam, że ty również znasz swój cel. Kontynuujmy więc obaj swoje działania w zgodzie.
Brak klaksonu oznacza to samo.

Rezultat - nie istnieje tu "road rage" czyli agresja na szosie.
Przepraszam, przedobrzyłem. Podczas jazdy taksówką w Sajgonie kierowca obtrąbił panią na skuterze, która zablokowała nam drogę.

Nowe idzie.

Friday, March 3, 2017

Piątkowe czytanie - pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie

"Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, nie przeszkadzajcie im, do takich bowiem należy królestwo Boże".
Ewangelia św Marka - 10, 13-16.

Niedzielne czytanie przeniesione na piątek?
Nie, to nie jest wpływ Wielkiego Postu, przez dwa tygodnie będę poza blogosferą więc chociaż w ten sposób staram się wypełnić tę lukę.

Dwa dni temu zainteresowałem się książką na półce mojego 12-letniego wnuka - tytuł: Trash (śmieci, tandeta, bzdura) - nic dziwnego, że chciałem sprawdzić co też dziecko czyta.

Na początku stycznia pisałem o książkach dla dzieci. Wspomniałem wtedy, że książki wspomnianego we wpisie autora napisane są tak dobrze, że czytam je równie chętnie jak książki dla dorosłych.
Nie mogę sobie przypomnieć kto powiedział, że książki dla dzieci powinno się pisać tak samo jak dla dorosłych, tylko lepiej.
Udaje się to Moritzowi Gleitzmanowi, udało się również Andy Mulliganowi - KLIK.

Etykieta książka dla dzieci jest myląca. W Polsce mamy nieco lepsze określenie : książki młodzieżowe.
Zastanawiam się: jakie są szanse, że taka książka zostanie przeczytana przez osobę dorosłą? Nie wiem jak wielu rodziców czyta lektury swoich dzieci. Nie mam tu na myśli kontroli, to według mnie istotny element kontaktu z dzieckiem. Pamiętam ze swojego dzieciństwa rozmowy z Matką na temat każdej książki, każdego filmu. Inna sprawa, że w tamtych czasach głównym kanałem, przez który książki trafiały w ręce dzieci, byli rodzice. Lektura taka jak chociażby Trylogia Sienkiewicza łączyła kolejne pokolenia - dziadków, rodziców, dzieci. Teraz chyba to się rozleciało.

Trash to na pewno nie jest książka dla dzieci. Nieletni bohaterowie opowieści znajdują się w sytuacjach tak okrutnych i niebezpiecznych, że moim zdaniem nawet kilkunastoletni czytelnik powinien mieć wsparcie kogoś dorosłego podczas lektury tej książki.
Ktoś powie: dzieciaki widzą teraz tyle okropieństw w filmach i grach. Pewnie tak, ale sytuacje opisane w tej książce wzięte są z realnego świata. Ktoś powie: dziecko ma teraz tak pomieszane w głowie, że nie odróżnia fikcji od rzeczywistości. Tu już jestem bezradny.

Napomiast jeśli chodzi o książkę Trash jako taką, pomijając to czy jest napisana dla dzieci, na pewno jest napisana lepiej.

Tuesday, February 28, 2017

Mowa trawa

... droga strawa

Wołowina z trawą karmionych zwierząt -  Scotch fillet $48.99 za kilo.

Kilka tygodni temu, na facebooku, ktoś z moich znajomych przesłał link do artykułu ostrzegającego przed spożywaniem mięsa zwierząt karmionych kukurydzą lub innymi ziarnami.
Znajomy zdenerwował się - co, mam nie jeść mięsa? Więc co mam jeść? Kukurydzę i ziarna?
Dopisałem komentarz, że artykuł poleca jedzenie mięsa bydła karmionego trawą.
Odpowiedź - a gdzie ja takie mięso dostanę?
Nie wiedziałem, że w USA jest aż tak źle. Być może w pustynnej Arizonie gdzie mieszka mój znajomy. No bo chyba nie w Chicago , z którego się nieopatrznie wyprowadził.

Poruszam dzisiaj temat mięsa z oczywistych powodów - zapusty - ostatni dzień przed Środą Popielcową.
Anglosasi nie znają Tłustego Czwartku więc nadrabiają to w Shrove Tuesday. Słowo shrove pochodzi od shrive - rozgrzeszenie - a zatem jest to dzień, w którym wszelkie zbytki zostaną wybaczone.
Na froncie żywnościowym zbytki nie są zbyt ciekawe - Shrove Tuesday nazywany jest również Pancake Tuesday - Naleśnikowy Wtorek.
Naleśnik to według mnie błędne tłumaczenie słowa pancake gdyż pancake to jest gruby mączny placek natomiast naleśnik w wykonaniu barów mlecznych w czasach PRL to było coś co nosi francuską nazwę crepe.

Jedyną istotną dla mnie atrakcją są wyścigi kucharek z patelnią, na której znajduje się pancake. Podczas biegu trzeba go przynajmniej trzy razy podrzucić. Relacja tutaj - KLIK.

Szerzej na temat żywności, a raczej jej braku w dzisiejszych supermarketach pisałem tutaj - KLIK.

Osobom, które nie mają czasu i ochoty czytać dłuższych wywodów podam tylko końcowe zalecenia:

- unikaj produktów, których twoja matka/babcia nie zidentyfikowałaby jako jedzenie,
- nie kupuj jedzenia w tym samym miejscu, w którym kupujesz paliwo do samochodu,
- unikaj produktów, które zawierają więcej niż 5 składników,
- unikaj produktów, które zawierają składniki o nieznanych ci lub trudnych do wymówienia nazwach,
- unikaj produktów reklamowanych jako zdrowotne,
- jeśli musisz kupować żywność w supersamie to unikaj stoisk zlokalizowanych w głębi, kupuj tylko na obrzeżach.

Pamiętaj, że jedzenie to dziedzina kultury, nie nauki. A zatem:
- jedz posiłki nie jedzenie,
- jedz przy stole,
- o ile możliwe nie jedz sam,
- jedz powoli.

Smacznego!

Sunday, February 26, 2017

Niedzielne czytanie - wspomnienie szczęścia

A happy man has no past, while an unhappy man has nothing else.

Richard Flanagan - The Narrow Road to the Deep North

Książka zdobyła w 2014 roku Man Booker Prize - literackiego Nobla dla książek napisanych po angielsku.

Wracanie do przeszłości, wspomnienia, towarzyszyło mi to od dzieciństwa. Czyżbym nigdy nie był szczęśliwy?
Ponieważ jest to czytanie niedzielne, to odniosę otwierający cytat do chrześcijańskiej wizji nieśmiertelności.
Jeszcze jako dziecko myślałem o niebie z pewną obawą - a co jeśli spotkam tam ludzi, których nie lubię, albo których zawiodłem? Jak ja się będę czuł? Dopiero wiele lat później, po lekturze Solaris Stanisława Lema, zorientowałem się, że miałem na myśli piekło.
Wprawdzie wyznanie wiary (Skład Apostolski) mówi - "świętych obcowanie", księża podczas mszy żałobnej wspominają, że oczekujemy spotkania się ze zmarłą osobą w niebie, ale mój poprzedni proboszcz (australijski) zdecydowanie temu zaprzeczył.
Ludzie! - krzyknął - przecież będziecie w obecności Boga! Czy wy sobie naprawdę wyobrażacie, że będziecie w stanie zdać sobie wtedy sprawę z czegokolwiek innego?

Stan szczęśliwości - zanik wymiaru czasu - chwila staje się wiecznością. Wieczność chwilą.

Thursday, February 23, 2017

Nie przyspieszać

Moja, bardzo aktywna na facebooku, kuzynka przekazała swemu kółku przyjaciół informację, że muzyka przyspiesza rozwój dziecięcego mózgu - KLIK.

Zaniepokoiłem się. Gdy wożę wnuki samochodem czasem, gdy konwersacja się nie klei, włączam radio, program z muzyką klasyczną. Nie wiedziałem, że to grozi nieharmonijnym rozwojem dziecka.

Już nigdy tego nie zrobie w towarzystwie wnucząt poniżej 10 lat.