Thursday, September 29, 2016

Kto jest BARDZIEJ autorem opery?

Kompozytor czy ten drugi - jak mawiali Starsi Panowie.

Wprowadzenie do tematu na gościnnym blogu - KLIK.




Wednesday, September 28, 2016

Garnki na sprzedaż

Garnki i sitka i nawet miski
wszystko sprzedamy, termin aukcji bliski...



... dodamy kuchnię z hakiem w suficie,
na którym garnki te powiesicie.
Dodamy do tego także i dom,
w kórym ta kuchnia i te garnki są.

Monday, September 26, 2016

Jan Paweł II - Superstar

Kilka miesięcy temu pojawiła się w moim parafialnym kościele informacja o przygotowywanym musicalu....

Złapałem się za głowę - Australijczycy wystawiają musical o "polskim papieżu' !

Wystawia grupa amatorska - Call of Guadalupe. Znam ich dobrze. Działają od ponad 10 lat, zaczęli od musicalu Call of Guadalupe i był to całkiem obiecujący początek.
Potem były musicale Saul/Paul, Francis (św Franciszek z Asyżu), Amazing Augustine. Jan Paweł II to była oczywista kolejność rzeczy.

Grupa Call of Guadalupe to amatorzy czystej wody. Praktycznie każdy musical jest wystawiany przez zupełnie nowy zespół. Próby trwają kilka miesięcy i jest to praca od podstaw. W tym okresie poświęca się również sporo uwagi integracji zespołu. Organizowane są wieczory towarzyskie, prelekcje.
Wiadomo mi, że działalność w tej grupie zaowocowala kilkoma małżeństwami i kilkoma powołaniami kapłańskimi.

Spróbowałem rozpropagować nieco nowy musical w polskim środowisku.
Pierwsza kierunek to kościoły w których odprawiane są msze w języku polskim. Jest ich conajmniej 6, 4 prowadzone przez Jezuitów, 2 przez Chrystusowców.
Zadzwoniłem, okazało się, że sprawa była już znana, może nawet za bardzo.
Mój rozmówca, ksiądz, którego bardzo sobie cenię, powiedział mi, że otrzymał od bardzo wiarogodnej osoby informację, że w musicalu są fragmenty sprzeczne z doktryną Kościoła Katolickiego.
Musical a doktryna katolicka. Boże drogi - pomyslałem - 95% Starego Testamentu jest również z nią niezgodna i spora część Ewangelii i pewnie połowa pieśni religijnych wykonywanych w kościołach.
Nie ma jednak problemu żeby rozdawać informacje o musicalu przy wyjściu z kościoła.

Jestem wierny mojemu kościołowi parafialnemu, ale moja żona chodzi czasem do polskich kościołów   i poinformowała mnie, że takie informacje były tam rozdawane.
Powiadomiłem przez email redakcje polonijnych audycji radiowej - nie dostałem odpowiedzi.
Trudno być prorokiem we własnym kraju.

Na szczęście na przedstawieniu spotkałem kilka osób pochodzących z Polski.

Przedstawienie. Autorzy tworzą je zdając sobie sprawę ze słabych i mocnych stron amatorów. Treść  poszczególnych scen jest bardzo prosta i wyrazista, sceny solowe nie są aktorsko ani wokalnie trudne.
Mocne strony amatorów - czy takie w ogóle są?
Uważam, że tak - sceny zbiorowe z udziałem całego zespołu. Posiadają one specyficzną, autentyczną, dynamikę...


Teraz nastąpiły sceny, o które najbardziej się martwiłem - te z Polski...

Okupacja - Karol Wojtyła w kamieniołomie...

To było w porządku, ale chwilę potem - przed rezydencją kardynała Adama Sapiehy...


Radzieccy żołnierze brutalnie rozpędzają ludzi. W innej scenie biją ludzi pałkami.
To nie było dla mnie zaskoczeniem, bo zapoznałem się wcześniej ze scenariuszem i spierałem się na ten temat ze scenarzystą. Jak widać bez rezultatu.

Dalej było już w porządku..
Habemus Papam...

Spotkanie z Lechem Wałesą...


Niezgodne z chronologią, ale według mnie artystycznie uzasadnione - pokazanie roli jaką Jan Paweł II odegrał w przemianie świadomości Polaków.

Sceny z zamachu, odwiedziny Mehmeta Ali Ağca w więzeniu, przebaczenie.
Spotkanie z M. Gorbaczowem w Watykanie...


Ta scena była sympatyczna i według mnie w jakiś sposób zneutralizowała negatywny obraz Rosjan z wcześniejszych scen.
Zastanowiłem się - w czasach PRL nie widziałem nigdy żołnierzy radzieckich na ulicach. Nawet na paradzie ich nie widziałem, nie mówiąc już o fizycznym rozpędzaniu ludzi.
Rozpędzania ludzi uczestniczących w obchodach religijnych też nie widziałem. Widziałem za to i uczestniczyłem w procesjach Bożego Ciała, w czwartek, który był dniem wolnym od pracy.
Jednak faktem jest,  że całe moje otoczenie uważało, że Polska znajduje się w sowieckiej niewoli. W tym kontekście uważam, że sceny rozpędzania ludzi przez żołnierzy radzieckich właściwie oddają ówczesny stan umysłów. W jaki inny sposób można było to pokazać w musicalu?

Jeszcze jedno.
Tydzień przez premierą, w moim kościele, młoda dziewczyna zachęcała parafian do obejrzenia musicalu. To była tragedia - niechlujnie ubrana, wystraszona, zawstydzona, niezgrabna. Z trudem coś tam wybąkała.
Spojrzeliśmy na siebie z żoną z lękiem - ona też wystąpi w musicalu?
Wystąpiła! Przyznam, że to było dla mnie bardzo istotne przeżycie.  Całkiem rozluźniona, radosna, poruszała się na scenie śmiało, energicznie i zgrabnie. Widać było, że jest w swoim żywiole.

Co sztuka i wspólne działanie w zespole potrafi zrobić z człowieka.

Saturday, September 24, 2016

Mostly Mozart czyli Boccherini

4 razy do roku chodzę na koncerty serii Mostly Mozart. Jak z tytułu wynika w programie każdego koncertu jest jakiś utwór W.A. Mozarta plus stosowne uzupełnienie.

Koncerty odbywają się w najlepszej sali koncertowej Melbourne - Melbourne Recital Centre - o godzinie 11. Ta wczesna pora chyba decyduje o składzie widowni - emeryci.

Być może z tego względu organizatorzy wykazują nadzwyczajną troskę - darmowa kawa i ciastka. Bar otwiera się o 10. i po 20 minutach ciastka znikają. Nie jestem pewien co bardziej przyciąga gości - ciastka czy muzyka. Chyba jednakowo gdyż widownia jest wypełniona.

W ostatni czwartek Mozartowi towarzyszyli Boccherini i Vivaldi. Mnie szczególnie zainteresował Boccherini. Myślę, że nawet wiele osób niezainteresowanych muzyką zna jego Menuet - KLIK. W. Młynarski wykorzystał go w jednej ze swoich piosenek.

Dopiero w Australii poznałem jego, pisane w Hiszpanii, kwintety gitarowe. Najbardziej znany to chyba opus 30 nr 4 - podtytuł Fandango - tutaj ostatnia część, od której pochodzi ta nazwa - KLIK. Właściwe fandango rozpoczyna się po 1m35s.

Jednak na czwartkowym koncercie grali kwintet nr 6 - podtytuł Straż nocna w Madrycie - KLIK.
U mnie już późna noc, w szyby stuka deszcz. Jak to dobrze, że ktoś stoi na straży, choćby w Madrycie.



Thursday, September 22, 2016

Wezbrały wody

Dwa wpisy temu ruszyły lody,
teraz przyszła pora na wody...


Rano wyszedłem na spacer z psem,
od dwóch dni padały deszcze.
Na ścieżce ostrzeżenie przedwczesne,
do zalania drogi sporo jeszcze...


Kolejny spacer był w południe,
woda atakowała most...


przejść udało nam się jednak cudnie,
wnuczka idzie dalej na wprost...


Starsze wnuki ze szkoły odebrałem, jak miło.
A tu most zalany, woda niesie śmiecie...


Na szczęście więcej spacerów nie było,
bo gdyby tak dalej, sami wiecie,
jeszcze trochę wody by przybyło
i byłaby straszna powódź przecie.

Tuesday, September 20, 2016

Wolna prasa

Przez ostatnie dwa dni w czołówce wiadomości w australijskich mediach znajdowała się informacja o zbombardowaniu przez wojska USA syryjskich wojsk walczących w rebeliantami, w tym również z Państwem Islamskim - KLIK.  W bombardowaniu zginęło ponad 60 żołnierzy a ponad 100 zostało rannych. W rezultacie spory obszar dostał się pod kontrolę Państwa Islamskiego.

W tym samym czasie oglądałem wiadomości z Polski -  POLSAT News oraz zajrzałem na strony wiadomości w Gazecie Wyborczej i Wirtualnej Polsce - ani słowa na ten temat.
Dopiero po dodatkowym szukaniu i podaniu odpowiedniego klucza wyszukiwania można dotrzeć do krótkiego komunikatu PAP na ten temat.

Wszyscy wiedzą i często jest to przypominane, że "za komuny" była cenzura.  Fakt - była.
A teraz nie ma - fakt - nie ma.

Efekt końcowy jest taki sam.

Thursday, September 15, 2016

Wiosenne ruszenie lodów

Stały sobie dwa samochody...




Zaraz, a gdzie te tytułowe lody?
Proszę bardzo, już pokazuję. O!
Tutaj lód numer 6FO...





a tutaj następny lód,
lód numer 6FP




A za rogiem pewnie więcej ich jest...
lody numer 6FQ, 6FR, 6FS...

Sunday, September 11, 2016

Selfie z wilkiem

Kręciłem się po parkingu minut kilka,
zauważyłem wilka...



wilku - spytałem - znaczy... wolfie,
czy mogę zrobić sobie z tobą selfie?
Wilk spokojnie na mnie zerka -
zrób, ale po drugiej stronie lusterka.

Tuesday, September 6, 2016

Dzieci słyszą

Prawie 2 tygodnie temu opowiadałem synowi ten kawał - KLIK.
Polecam wysłuchanie/obejrzenie.
Po pierwsze opowiada go były premier Australii.
Po drugie jest to dobra demonstracja specyfiki australijskiej angielszczyzny.
Dla leniwych podaję polski skrót -
Trzech turystów zabłąkało się w puszczy, w świętym miejscu tubylców. Zostali schwytani i za zbezczeszczenie świętego miejsca skazani na śmierć.
Wódz plemienia poinformował ich, że ich skóry zostaną wykorzystane na wykonanie canoe. Przed śmiercią zostanie wykonane ich ostatnie życzenie.
Francuz poprosił o nóż. Gdy go otrzymał zawołał: niech żyje Republika! I przebił sobie serce.
Anglik poprosił o nóż. Gdy go otrzymał zawołał: niech Bóg chroni Królową. I przebił sobie serce.
Australijczyk poprosił o... widelec. Gdy go otrzymał podziabał się po całym ciele i zawołał: róbcie sobie teraz swoje pieprzone canoe!

Dzisiaj odbierałem naszego wnuka, Ambrożego, ( 5 lat ) ze szkoły (klasa przygotowawcza). Jak to często z nim bywa zaczął rozmowę o sprawach krańcowych, tym razem chodziło o moje urodzenie. Wspomniałem, że urodziłem sie w czasie wojny.
- Dziadzia, jak ty się urodziłeś to się biłeś?
-  Nie, na początku Polska przegrała wojnę...
- Dziadzia, to dlaczego wyście z nich nie zrobili canoe?

Saturday, September 3, 2016

Piekarz co nie karze

Ulicą szło sobie kiedyś dwóch przechodniów,
niedaleko kucharz placki opiekał na ogniu.
Pierwszy mówi: popatrz tam, o - piekarz,
drugi krzyknął: kolego, a cóż ty opie-kasz?
Kucharz rzekł - w sprzeczności wypowiedzi wasze
a ja opiekam placki przecież a nie kaszę.
Po czym spojrzał uważnie na gorące piece
i rzekł: niechaj bóg ma was w swej o-piece.
A któż się kucharzu tobą opie-kuje?
Rzecz jasna, że kowal, wtedy gdy nie kuje.

Thursday, September 1, 2016

Przeczytałem Księgi Jakubowe

"- To jest nikwe detom rabe - droga do przepaści, ta Częstochowa, 
ta Jasna Góra. To jest Brama Rzymska, przy której, według innych 
słów Zoharu, siedzi Mesjasz, rozwiązując i zawiązując... 
To jest ciemne miejsce, przedsionek do otchłani, 
w którą musimy my iść, żeby uwolnić uwięzioną tu Szechinę...
(..) bo tu więziona jest Szechina, na tej nowej górze Syjon, 
schowana pod malowaną deską, pod obrazem, jest Panna..."
Olga Tokarczuk - Księgi Jakubowe.

Tytuł wpisu brzmi nieco jak triumfalny anons.
Słusznie, zacząłem bowiem je czytać jeszcze w zeszłym roku.

To nie jest recenzja książki bo nie potrafię takowych pisać. Naogół już po kilku stronach wiem czy w opowieści jest dla mnie miejsce. Jeśli jest to wchodzę i trudno mnie stamtąd wygonić. Jeśli nie ma to... czasami zmykam, czasami przyglądam się jak turysta.

W przypadku Ksiąg Jakubowych był to ten ostatni przypadek.

Z pozycji turysty oceniałem bardzo staranne wydanie książki. Przyjemnie na nią patrzeć, przyjemnie dotykać. Dwa detale nieco mnie zaskoczyły...




Jak widać powyżej pod ostatnią linią każdej strony znajduje się, wydrukowane słabiej, pierwsze słowo strony następnej. I odwrotnie, przed pierwszą linią nowej strony, wydrukowane jest słabszym drukiem ostatnie słowo strony poprzedniej.
W pierwszej chwili wydało mi się to sympatycznym objawem troski o czytelnika. Na dłuższą metę wydało mi się pretensjonalne.

Druga sprawa to numeracja stron. Na pokazanym powyżej górnym lewym rogu strony widnieje numer 783-781. 
Dlaczego najpierw większy numer? Ano dlatego, strony numerowane są "po żydowsku" Na pierwszej stronie numer 993, na ostatniej numer 1.
Autorka wyjaśnia, że miała na celu uświadomienie różnic językowych, strony książek w języku hebrajskim przewraca się od prawej do lewej.
To stwierdzenie dyskwalifikuje cały pomysł. Tak, strony książek w języku hebrajskim przewraca się od prawej do lewej i tak własnie, kolejno, sa ponumerowane. Strony książka Ksiąg Jakubowych przewraca się od lewej do prawej więc taka numeracja nie ma sensu.
To znaczy, pewien sens jednak ma - czytelnik w każdej chwili zdaje sobie sprawę ile jeszcze zostało mu do przeczytania. Dużo.

A co też turysta wyczytał?
Treści za dużo żeby o niej pisać. Wspomnę tylko gdzie byłem.
Bliski Wschód - Smyrna, Saloniki, Nikopol, Craiowa. Egzotyczne zapachy i smaki, barwne stroje i dekoracje. Tutaj wszystkie postacie i sytuacje mają w sobie coś z opowieści Szeherazady - tu mógłbym pozostać dłużej.
Kresy - Rohatyn i okolice - tu poczułem się jak wśród obrazów Marka Chagalla. Ciekawie, tajemniczo, troche się w głowie kreci.
Polska Centralna - poczułem się obco. Tu warto było być tylko żeby zarobić pieniądze.
Brno w Cesarstwie Austro-Węgierskim i Offenbach w Niemczech. Operetka i to raczej tandetna.

Mistyka judajska - w Salonikach i Rohatynie robiła wrażenie, ale już we Lwowie, Częstochowie czy Brnie, zupełnie nie, a może nawet odwrotnie. 

Ludzie. Dużo ich. Najważniejszy Nachman z Buska, później Piotr Jakubowski. Zagubiony w książkach i magicznych formułach. To była bliska mi osoba.
Jeszcze Antoni Kossakowski - Moliwda - w Turcji, Grecji, Rumunii miał w sobie coś z Aladyna. We Lwowie zmienił się w dworskiego intryganta, w Warszawie w autora książki - Suplement "Przewodnikowi warszawskiemu" przez innego Autora wydany w tymże roku 1779 - będącej przewodnikiem po domach publicznych i salonach prostytutek.
Jakub Frank - obawa mieszana z obrzydzeniem.

Żeby jednak dostarczyć czytelnikom jakiejś pożywnej treści podaję linki do dwóch prawdziwych recenzji:
- eseisty Adama Lipszyca - KLIK. W tej recenzji znalazłem uwagi krytyczne bardzo podobne do moich.
- literaturoznawcy Przemysława Czaplińskiego - KLIK. Tu już drugie zdanie mnie "rewoltuje".
Nie mogę się oprzeć przed kolejnym cytatem:
"...optujesz Pani jak inne białogłowy, za tym, żeby się do polszczyzny w piśmie przyznawać więcej. Ja do polszczyzny nic nie mam, ale jak w niej mielibyśmy mówić, skoro słów nam nie starcza?
Czyż nie lepiej powiedzieć Rhetoryka niż Krasomówstwo? Albo Philosophia niżeli Miłość mądrości? Astronomia niż Gwiazdarska nauka? I czasu się zaoszczędzi i języka nie łamie
".
Według mnie ta recenzja zbytnio koncentruje się na sytuacji społeczno-ekonomiczej Żydów w Rzeczypospolitej obojga Narodów i po pierwsze - zbyt krytycznie ocenia te stosunki, a po drugie -umniejsza bajkowo-mistyczny aspekt całej historii z czego można wyciągnąć wniosek, że cały frankizm była to finezyjna manipulacja, której jedynym celem było uzyskanie polskich nazwisk i możliwości bogacenia się.
Według mnie nie ma to pokrycia w treści książki.

Księgi Jakubowe nie powędrują jeszcze na półkę. Już się stęskniłem za niektórymi miejscami, osobami i sytuacjami.

Na zakończenie jeszcze jeden cytat:
"Simon ben Jochai, wielki rabbi co żył okropnie dawno temu
i wiedział wszystko, co na niebie i na ziemi dzieje się, powiedział:
'Talmud - to nikczemna niewolnica, a Kabała - to wielka królowa'.
Czym Talmud napełniony? On napełniony bardzo małymi,
podrzędnymi rzeczami.  On uczy, co czyste jest, a co nieczyste,
co pozwolone, a co niepozwolone, co skromne, a co nieskromne.
A czym Zohar, święta księga blasku, księga Kabały, napełniony?
On napełniony wielką nauką: czym jest Bóg i jego sefiroty...
Wiem ja, że wielu Izraelitów mówi, że Talmud ważniejszy, 
ale oni wszyscy co tak mówią, głupi są i nie wiedzą o tym, 
że póty ziemia trząść się będzie od wielkich boleści i póty Bóg i Izrael, 
Ojciec i Matrona, nie połączą się pocałunkiem miłości, dopóki 
niewolnica nie ustąpi przed królową, Talmud przed Kabałą".

Przepraszam, to z innej książki...



Komitet Upowszechnienia Książki - rok 1951 - tak, wtedy książkami zajmowały się komitety. Bardzo skromne wydanie, żółkniejący, zgrzebny papier. Brzegi kartek nieco nierówne, poszarpane. Bo tę książkę nabywca musiał sam sobie rozciąć. Czyta się dobrze. Do tego ten język, jakiś taki - bardziej żydowski.