Sunday, July 9, 2017

Niedzielne czytanie - Kurs miłości

Tytuł książki Allaina de Botton - The Course of Love - można tłumaczyć na kilka sposobów.
Course - może oznaczać zarówno kurs szkoleniowy jak i ścieżkę. A również danie obiadowe.

Z poprzednio przeczytanych książek tego autora (Religion for the Atheists, How to talk more about sex) wiem że lubi udzielać porad o filozoficzno-psychologicznym charakterze. Jednak wszystkie jego książki posiadają żywą narrację, a więc jednak odbywamy z autorem drogę.

W przypadku The Course of Love jest ona bardzo wyraźna. Autor opisuje i komentuje losy dość przypadkowo dobranej pary: Rabih - Libańczyk z mieszanego małżeństwa, który osiedlił się w Szkocji. Kirsten - rodowita Szkotka, której ojciec opuścił rodzinny dom gdy miała 6 lat.

Ponieważ tematem jest miłość więc autor tropi wszelkie jej objawy.
Na wstępie zastrzega, że ma na myśli miłość romantyczną co według mnie jest istotnym ograniczeniem.

Istotą miłości romantycznej jest intuicja. Zauważamy kogoś, zwracamy uwagę na gest lub wyraz twarzy tej osoby. I nagle czujemy wyraźnie, że trafiliśmy na bratnią duszę, na osobę, któraby nas do końca zrozumiała i zaakceptowała.
Od tego zauważenia do spotkania i porozumienia się daleka droga. Wiele takich zauważeń nie ma szansy na ciąg dalszy, ile idea trwa. Wreszcie Rabih trafia na Kirsten - osobę o cechach, które obiecują skorygować jego słabości.  Zauważa również jej kruchość i obawy co dodaje pewności siebie - ona mnie też potrzebuje.

Związek rozwija się. Seks to przekroczenie kolejnego progu wzajemnego zaufania i akceptacji.

Propozycja małżeństwa. Autor słusznie zauważa, że w obecnych czasach, jeśli pominąć względy religijne, małżeństwo nie jest do niczego potrzebne. Dlaczego więc Rabih i Kirsten biorą ślub?
Odpowiedź autora: chęć popełnienia wspólnie szalonego czynu. Wejście na ścieżkę, na której, jeśli się nie uda, oboje zginiemy.
Muszę stwierdzić, że to dramatyczne stwierdzenie mocno mnie zaskoczyło.
Oboje zginą? W sensie romatycznej idei może tak, ale przecież wiele małżeństw rozpada się i obie strony potrafią sobie całkiem dobrze urządzić dalsze życie.
Osobiście brałem ślub w zupełnie innych czasach więc trudno mi coś powiedzieć na ten temat.
Na szczęście autor dyskretnie podpowiada - obawa samotności - a więc nie tylko miłość.

Życie razem. Niespodziewanie pojawiają się nieporozumienia, brak zgody, złość, rozczarowanie. A przecież romantyczna miłość to cudowne obopólne uczucie, że widzimy wszystko tak samo, że nie trzeba niczego uzgadniać, tłumaczyć.
Dąsanie się, zamknięcie się w sobie z własną złością - on/ona powinna sama zrozumieć.
Dziecięce poczucie konieczności bycia zrozumianym bez słów - wewnątrz jestem dzieckiem i w tej chwili potrzebuję  żebyś był(a) moim rodzicem.

Uwaga: fragmenty pisane kursywą to cytaty z książki. Jednak ich dobór to już mój kaprys.

Wierność seksualna. Tutaj autor powołuje się na tradycję religijną przejętą bezdyskusyjnie przez romantyczną miłość.
Jednak wpleciony w opowieść pozamałżeński incydent nie bardzo wpasowuje się w tę zasadę.

Powraca temat nieporozumień, gniew, obwinianie partnera/partnerki o nasze niepowodzenia - poczucie, że osoba której się powierzyliśmy jest odpowiedzialna za wszystko co się nam przytrafiło.
Niesłuszne oskarżenia są wyrazem tego zawierzenia, oddania się w zastaw. Stawiamy takie wymagania naszym partnerom gdyż mamy wiarę, że ktoś kto rozumie naszą ukrytą stronę jest w stanie załatwić wszystkie nasze problemy - jak rodzice dziecku.

Już dwa razy wpomniałem o relacji dziecko - rodzice, a więc pora żeby Rabih i Kirsten mieli własne dziecko.
Rodzicielstwo jest odkryciem, że romantyczna miłość jest tylko wąskim aspektem życia emocjonalnego, ukierunkowanym na znajdowanie miłości raczej niż jej dawanie. Dzieci mogą się okazać nauczycielami nowego rodzaju miłości, w której nie wymaga się wzajemności, a której celem jest wyjście poza siebie dla dobra kogoś innego.

Dzieci uczą nas, że miłość, w swojej czystej formie, jest służbą. Jakże to sprzeczne z obecną, ukierunkowana na zaspokajanie własnych potrzeb, kulturą. Stwierdzamy nagle, że bycie czyimś sługą nie jest poniżające, przeciwnie - uwalnia nas od męczącej odpowiedzialności za ciągłe dbanie o swoje wygody. Co za ulga  żyć dla czegoś ważniejszego niż my sami.

Mijają 3 lata i pojawiają się rozczarowania - dzieci nie spełniają oczekiwań rodziców. I wzajemnie. 
Konkluzja jest dość zaskakująca: gdyby dobroć rodziców wystarczała, rasa ludzka zatrzymałaby się w rozwoju i uschła. Przetrwanie gatunku wymaga aby dzieci miały dosyć własnych rodziców i odeszły z nadzieją znalezienia bardziej zadowalających źródeł miłości i emocji.

Wreszcie, po 16 latach bycia razem, Rabih i Kirsten osiągają dojrzałość, która wydaje się być mieszanką zmęczenia i rezygnacji.
Rabih dochodzi do wniosku, że dopiero teraz jest gotowy do małżeństwa. W samą porę, bo jeszcze wiele lat przed nimi a sił coraz mniej.

Czytając tę książkę nie mogłem oprzeć się pokusie lekkiej modyfikacji tytułu - The curse of love - przekleństwo miłości.

Recenzja książki TUTAJ.

P.S. I jeszcze relacja o miłości, która potwierdza moją uwagę - są różne rodzaje miłości - KLIK.

2 comments:

  1. Podobno romantyczna miłość trwa koło trzech lat. Potem pojawiają się inne rodzaje miłości, a największe szanse na przetrwanie mają pary, które po prostu się przyjaźnią, bo ten okres postromantyczny opierają właśnie na przyjaźni.

    ReplyDelete
  2. Myślę podobnie Ilenko.
    Tak z przekory, zastanawiam się, które modele małżeństwa mają największą szansę na wykształcenie tej przyjaźni?
    Przez model rozumiem pierwotną motywację - intuicyjna miłość, chłodna kalkulacja, nacisk tradycji.

    ReplyDelete