Wednesday, April 2, 2025

Czyż nie dobija się koni?

 

Po niedzielnych rozrywkach przyszedł normalny tydzień.

Spojrzałem za okno...


Przypomniał mi się wiersz Cypriana Norwida:
Tam gdzie ostatnia świeci szubienica
Tam jest mój środek dziś...

A tymczasem od frontu... złota jesień - budowa kwitnie....


O ile lepiej obrócić głowę w bok i zapomnieć o miastach i budowach...

Przed wyjściem z domu włączyłem Wiadomości POLSAT...
Polski Senat złożył wniosek aby wiek emerytalny tancerzy obniżyć do - kobiety 40 lat,  mężczyźni 45 lat.

Zgoda, to jest najbardziej niebezpieczny zawód na świecie.
Dla porównania - wiek emerytalny służb mundurowych jest o 10 lat wyższy.

Skoro dotknąłem tematu emerytury i dolegliwości starszego wieku to nasza córka i wnuczka właśnie doświadczyły skrajnego przypadku.
Dingo - koń na którym nasza wnuczka jeździła ponad 15 lat...


Stracił chęć życia.
Przestał jeść, stracił ochotę do jakiegokolwiek ruchu, w ciągu kilku dni ogromnie zmarniał...

Decyzja - eutanazja...
Uznali, że najlepszą metodą będzie.... zastrzelenie.
Procedurę wykonał weterynarz.
Pamięć automatycznie podsunęła wspomnienie filmu - Czyż nie dobija się koni.
W filmie giną i konie i ludzie - konie w dużo lepszym stylu.

A muzyka w radio - chyba już się szykują do Wielkiego Tygodnia - dzisiaj, gdy wracałem z zajęć rehabilitacyjnych słuchałem A. Vivaldiego - Stabat Mater - KLIK.

P.S.
Wiek Emerytalny Tancerzy - KLIK.
They Shoot Horses, Don't They? - Wikipedia - KLIK.

Sunday, March 30, 2025

To i tamto przed wyciągnięciem nóg

Tematem ostatniego wpisu był pogrzeb.
Minął ponad tydzień, w tym czasie nie było żadnego pogrzebu... i z pewnym niepokojem zauważyłem, że NIC się nie wydarzyło.

Dodatkowy sygnał alarmowy wysłał mi nasz znajomy, Polak mieszkający w Sydney. Łączą nas prawie rodzinne więzi, mój mieszkający w Anglii wujek, brat matki, był ojcem chrzestnym znajomego.
Znajomy zadzwonił i na wstępie rozmowy wspomniał uczciwie, że dzwoni bo osoby, które znają się na rzeczy, doradziły żeby utrzymywać kontakt z ludźmi bo to łagodzi przebieg wielu starczych przypadłości.
Zgadza się, zorientowałem się, że znajomy zapomniał już że rozmawialiśmy na początku lutego więc tym razem zrobiliśmy powtórkę tamtej rozrywki.

Wygląda to na osobiste przechwałki, ale wiem o co chodzi.
W zeszłym roku prowadziłem kilka prezentacji w ośrodkach dla starszych osób,  w tym roku... jeszcze nie czuję się na siłach by to kontynuować.

Na szczęście wnuczęta zdopingowały nas do działania.
W sobotę była to nasza najmłodsza wnuczka - Gracie - finał koszykówki uczniów szkół podstawowych.

Finał odbywał się w ogromnej hali na obrzeżach Melbourne.
Ponad 20 km od domu, zupełnie inny teren, niezwykle pofalowany i masa, masa drzew.
Nagle - ogromna hala sportowa, w której mieści się chyba 8 boisk koszykówki i innych sportów. Tłum ludzi z każdej strony.
Gracie walczyła jak lwica, ale jej drużyna zajęła 2 miejsce.

Niedziela (dzisiaj) ...
Nasz najstarszy wnuk Feliks miał występ w balecie Don Quixote.
Właściwie to już oglądaliśmy jego występ w tym balecie, ale tym razem występ był w miejscowości odległej 100 km od Melbourne i tak się złożyło, że w tej okolicy mieszka moja znajoma z pracy sprzed 35 lat.
To będzie dopiero test pamięci!

Jazda - zaskoczył mnie ruch na szosie - 4 pasy dokładnie upakowane samochodami - cała ta chmara mknie z prędkością 100 km/godz.
Po godzinie dojeżdżamy do klubu golfowego na lunch.

Najpierw mijamy drzwi do jaskini gier hazardowych...


Zaraz za rogiem sala restauracyjna - całkiem duża i wypełniona po brzegi.
Spotkanie ze znajomymi wyjątkowo sympatyczne. Trochę bałem się, że 2 godziny przy stole może się zbyt dłużyć, ale oni odbyli wiele ciekawych podróży Pacyfiku a poza tym mieli cierpliwość wysłuchać kilku moich opowiadań i już pora jechać na występ baletowy.

Na widowni komplet. Na scenie - występ chyba lepszy niż ten, który oglądaliśmy w lutym.
Balet Don Quixote ma bardzo mało wspólnego z opowieścią o błędnym rycerzu. To jest opowieść o młodej parze a od czasu do czasu stary dziadek w zbroi, z błędnym wzrokiem przechodzi w te lub wewte przez scenę.
Wyznam, że poczułem bliskość duchową z tą postacią.

Koniec przedstawienia - zespół baletowy wychodzi do foyer i pozuje widzom do fotografii - to jest moja szansa wcielić się w Don Kichota.... z wyciągniętymi nogami...


Saturday, March 22, 2025

Odejście

 Czwartek - dzień przebiegł w atmosferze pogrzebu.

Wieloletnia znajoma, Polka, wyjątkowo pogodna i życzliwa.
Nie spotykaliśmy się z nią zbyt często, ale wszystkie spotkania były miłe. 
Kilka lat temu nasze kontakty towarzyskie rozpadły się, tu przysłużył się Covid, i od tego czasu nie spotkaliśmy się... a w czwartek znajoma odjechała...


Dziwnym trafem już kilka dni wcześniej, podczas jazdy samochodem, usłyszałem program na temat wspólnego robienia trumien, z udziałem osoby, która z tej trumny skorzysta - KLIK.
Wyznam, że pomysł mi się spodobał... wyobraziłem sobie jakby to było miło spędzić tak konstruktywnie czas z moimi wnuczętami.
Widzę tu jednak dwa problemy -
- nie mam talentu do prac ręcznych więc jest ryzyko, że produkt końcowy nie spełniłby podstawowych wymagań (na przykład - nogi by mi z trumny wystawały).
- istnieje ryzyko, że trumna gotowa a użytkownik jakoś się ociąga. Osoby, które uczestniczyły w produkcji mogą zacząć się niecierpliwić, co nie byłoby miłe.

Tu jeszcze informacja o produkcji trumien z roślin szkodliwych dla środowiska - KLIK.

Natomiast dzisiaj (sobota), zanim się zabrałem do tego wpisu, obejrzałem w dzienniku tv informację, że w Korei Południowej, sztuczna inteligencja (AI) pozwala na trwały kontakt z wizjami zmarłych - KLIK.

Tu powstrzymam się od komentarzy.

Tuesday, March 18, 2025

Medycyna i muzyka

 Od Bożego Narodzenia jestem w medycznym kołowrocie - szpital, wizytacje pielęgniarek, wizyty u lekarzy, rehabilitacja.

Kilka dni temu przyszła do mnie ciekawsza propozycja - koncert orkiestry Corpus Medicorum - KLIK.

Niedziela...
Dzień wcześniej mieliśmy 37C a tutaj chłód, deszcz i już zieleń zasłania wieżowce w centrum miasta.


Koncert odbył się w naszej ulubionej sali koncertowej - Melbourne Recital Centre, grube mury chronią nas przez deszczem, ale jest zimno...


Corpus Medicorum - korpus... niestety, ale to słowo kojarzy mi się z nieboszczykiem.
Czyli - operacja się udała - pacjent zmarł.

W rzeczywistości jest to amatorska orkiestra symfoniczna, w której grają pracownicy i studenci medycyny.
Bardzo spodobało mi się, że właśnie oni wpadli na taki pomysł, jakoś nie słyszałem o orkiestrach inżynierów czy byznesmenów.

Jest to rzeczywiście ogromna orkiestra... w programie podano 93 nazwiska, w tym jedno być może polskie...


Program koncertu:
György Ligeti - Atmospheres.
Muzyka bez melodii, rytmu,  tylko dźwięk - tu  pomocą przychodzi nazwa utworu - to nie jest dźwięk do słuchania a raczej do wdychania.

Beethoven - 5 koncert fortepianowy.
Bardzo znany utwór... oczywiście słyszałem nagrania doskonałych orkiestr i solistów, ale nie przyszedłem tu porównywać, wystawiać oceny czy krytykować, przyszedłem osobiście słuchać i w tym zakresie wykonanie zadowoliło mnie całkowicie.

Brahms - 1 Symfonia.
Z Brahmsem mam pewien problem - muzyka drugiej połowy XX wieku - trudny okres, według mnie najlepiej dali sobie radę Rosjanie (Czajkowski, Borodin, Rymski-Korsakow).
Brahms przywołuje uśmiech akcentami węgierskimi, ale tu ich nie było.
Jednak w drugiej połowie symfonii znalazłem oddech.

W sumie oboje z żoną uznaliśmy to za dobrze spędzony czas.

Saturday, March 15, 2025

Jazda na lewo

 Co ten tytuł znaczy?

W dawniejszych czasach uznałbym, że to coś w rodzaju jazdy na gapę, czyli bez biletu, ale orientuję się, że język polski przechodzi liczne zmiany więc spytałem Google.
Rzeczywiście, dostałem linki do kilkunastu filmików instruktażowych jak się powinno samochodem skręcać w lewo.

To mnie rozśmieszyło bo w Australii mamy ruch lewostronny więc w pewnym sensie zawsze jeździmy "na lewo".

No więc o co mi chodzi?
O prawo jazdy.

Początki były miłe... jako student wydziału mechanicznego byłem przypisany na Studium Wojskowym do wojsk samochodowych i w ramach programu studiów zdałem egzamin na prawo jazdy.
Nie byle jakie było to prawo - większość ćwiczeń odbywała się na ciężarówkach - rozpędzić taką masę na bezdrożu to była trudna sprawa, sporo czasu mijało zanim można było zmienić bieg z 1 na 2.
Podczas roku akademickiego mieliśmy treningi w mieście i na początku często zdarzało się, że silnik zgasł, oczywiście na skrzyżowaniu... i to jeszcze na szynach tramwajowych.
A silnik trzeba było zapalić kręcąc korbą - to był dopiero stres - wyjść z samochodu i kręcić korbą pod gradem przekleństw i obelg ze strony kierowców i kolegów-studentów z zatrzymanego tramwaju.

Jednak wszystko skończyło się dobrze, prawo jazdy dostałem i to upoważniające do prowadzenia ciężarówek.
Tutaj już cywilna wersja prawa jazdy....

Wyznam, że wcale nie spieszyłem się do kupowania samochodu, ale w końcu warunki zmusiły mnie. No i dobrze bo wkrótce potem wyjechaliśmy z Polski do krajów gdzie bez samochodu trudno żyć.

Kuwait - uznawali polskie prawo jazdy.
Australia - też - musieliśmy tylko wraz z żoną zdać egzamin pisemny co było dość łatwe.
Wyznam, że zaskoczyło to mnie - zmiana ruchu na lewostronny i nie wymagają egzaminu z jazdy?
Pierwsze prawo jazdy było bez fotografii a wszak było podstawowym dokumentem identyfikującym...



Przez długie lata miałem prawo jazdy ważne 10 lat. Po 10 latach trzeba było zorganizować nowe zdjęcie, zapłacić i... chyba losowali czy petent ma zdać egzamin, mnie nigdy nie wylosowali.

Po pewnym czasie dotarła do mojej świadomości wiadomość, że po przekroczeniu 75 lat, prawo jazdy wydawane jest na 3 lata.
Tak się szczęśliwie złożyło, że moje prawo jazdy wygasało gdy miałem 74 lata więc dostałem nowe na 10 lat. Gdyby wygasło kilka miesięcy później wpadłbym już w 3-letni cykl.

Pamiętam, że przed ostatnim odnowieniem prawa jazdy musiałem przejść dość szczegółowe badanie lekarskie co uważałem za całkiem sensowne.
Egzaminu z jazdy nie wylosowałem :)

Pamiętam, że w tamtym czasie kilku znajomych w moim wieku musiało zdawać egzamin i dostali werdykt - może prowadzić samochód, ale nie może oddalać się więcej niż 10 km od domu.
Jest w tym pewien sens - osoba starsza może się zmęczyć dłuższą jazdą, może też się zgubić w nieznanym terenie - to przytrafia się coraz częściej naszym rówieśnikom.
Z drugiej strony jest to jednak bardzo dotkliwe ograniczenie, szczególnie w Melbourne gdzie wszędzie jest daleko.
Na pociechę można sobie załatwić kartę na taksówki za pół ceny.

Ostatnie kilka miesięcy trapiła mnie myśl o nadchodzącym egzaminie, jego wyniku i konsekwencjach.
Jeśli chodzi o jazdę do wydaje mi się, że jestem kierowcą bezpiecznym. Moje słabe punkty to jazda w nocy na ulicy gdzie wiele samochodów z przeciwka świeci mi w oczy oraz jazda dłużej niż godzinę, ale tego nie przetestują.
No i parkowanie - na codzień parkuję w miejscach gdzie będzie łatwo to zrobić, ale egzaminator może mieć inne pomysły.
Planowałem więc zorganizować sobie trening w parkowaniu i już miałem zacząć gdy nadeszły dokumenty na wymianę prawa jazdy.

Zaskoczenie - nie wymagają ani badań lekarskich ani egzaminu z jazdy, trzeba tylko zrobić nową fotografię.

Ta fotografia to będzie zdecydowanie bolesny sprawdzian, ale jednak to najmniejszy kłopot.

Wyznam, że moja radość, że odpadł mi jakiś kłopot, jest jednak nieco przyćmiona poczuciem, że to nie jest właściwe podejście do sprawy.

Na marginesie dodam, że w naszym stanie Wiktoria nie ma obowiązkowych przeglądów technicznych samochodu.

Czyli - niesprawdzeni kierowcy prowadzą niesprawdzone samochody.
Szczęśliwej drogi!

P.S. Przegapiłem w poprzednim wpisie więc nadrabiam - zdjęcie z mojego centrum rehabilitacyjnego - zakonnice - Siostry Miłosierdzia (Sisters of Charity) założyły w 1889 roku szpital w Melbourne.


Melbourne istniało wtedy już ponad 60 lat a więc na pewno były już jakieś szpitale, ale mnie przypomniało czasy dzieciństwa.
Jednak te zakonnice w Polsce miały łagodniejsze buzie.

Wednesday, March 12, 2025

Rechot rehabilitanta

 Pod koniec zeszłego roku wspominałem o kłopotach ze zdrowiem.
Odleżałem 4 dni w szpitalu, wypisali mnie... i okazało się że to nie koniec.

Po kilku dniach zadzwoniła do mnie pielęgniarka i wprosiła się na wizytę sprawdzającą.
Sprawdziła podstawowe parametry w czym byłem bardzo pomocny gdyż codziennie zapisuję swoją wagę i ciśnienie.
Pogadaliśmy prawie godzinę co bardzo podniosło mnie na duchu i zamówiła się na wizytę za tydzień.
W międzyczasie zadzwoniła do mnie opiekunka farmaceutyczna żeby porozmawiać o nowych lekach, które przyjmuję.
Właściwie to rozmowa o niczym... przepisali to przyjmuję, jak powiedzą żeby przestać, to przestanę.
Ale pogadać z kimś, kto stwarza pozory zainteresowania moją osobą też miło.
I to wszystko bezpłatna państwowa służba zdrowia

Myślałem, że to koniec sprawy a tu okazało się, że zapisali mnie na serię zabiegów rehabilitacji serca no więc rehabilituję się.

Zabiegi w bardzo przestronnej sali w prywatnym szpitalu, symbolicznie coś tam płacę.
Dzisiaj było nas 6 pacjentów, 3 panie, 3 panów plus 3 rehabilitantki.
Prosty zestaw ćwiczeń, właściwie każdy z pacjentów mógłby sobie to zorganizować w domu, ale jednak profesjonalne oko rehabilitantki mobilizuje.

A co na innych frontach...
Recycling - trzymając się tematyki medycznej załączam zdjęcie stanowiska recyklingu opakowań do leków...

Opakowania typu blister - KLIK.
Ciekawe, że Polacy jak gęsi, zapomnieli, że swój język mają - angielskie słowo blister oznacza pęcherz, taki jaki potrafi się zrobić na dłoni lub stopie na skutek wielokrotnego uciskania lub tarcia.
Czyli są to opakowania pęcherzowe.

Książki...
W poniedziałek było zebranie kółka książkowego, za zadanie mieliśmy przeczytać książkę Tom Lake, autorka Ann Patchett - KLIK.
Przymierzałem się do tej książki 3 razy i za każdym razem rezygnowałem po mniej niż 10 stronach.
Co ciekawe książka zaczyna się od opisu inscenizacji sztuki Nasze Miasto - oglądałem tę sztukę w Teatrze Współczesnym w Warszawie, chyba 1958 rok - KLIK.
Reżysera grał Kazimierz Rudzki.

Sztuka jest o tyle ciekawa, że stara się włączyć publiczność do akcji a właściwie tylko udaje, że się stara, gdyż aktorzy siedzieli między publiką i gdy było trzeba to wychodzili na scenę.
Na przedstawieniu byłem z kuzynką, która studiowała właśnie w szkole aktorskiej i ona co raz dawała mi kuksańca żebym uprzedził aktora, wyszedł na scenę i zaskoczył reżysera czymś niespodziewanym.
Niestety nie miałem na tyle śmiałości.

Żadna z pań z książkowego kółka nie słyszała nigdy o tej sztuce za to książkę wszystkie przeczytały i miały sporo do powiedzenia rozszerzając akcję książki o historię własnej rodziny.
To właśnie było intencją specyficznej inscenizacji sztuki i poczułem szacunek dla autora.

Po zebraniu zajrzałem do "knihobudki" - budki gdzie można podrzucić lub wypożyczyć książkę.
W rękę wpadła mi - Swan Song, autor Edmund Crispin - KLIK.

Początek...
"Niewiele jest stworzeń głupszych od przeciętnego śpiewaka. Wydaje się, że ułamkowe dostosowanie krtani, głośni i zatok, niezbędne do wydawania pięknych dźwięków, musi niemal niezmiennie iść w parze - tak przewrotne są zwyczaje Opatrzności - z bezmyślnością kury podwórkowej"....

Oj, co za wstrętna męska arogancja - pomyślałem - i ani się obejrzałem a już przeczytałem 60 stron.

Oj co za wstrętna męska kreatura - pomyślałem o sobie -- tu już chyba nie nastąpi żadna rehabilitacja.

Saturday, March 8, 2025

8 marca

 Dzisiaj Święto Kobiet - wszystkim czytelniczkom tego blogu dziękuję za obecność, życzę miłego dnia i wszelkiej pomyślności na długie lata.

Prawie co rok publikowałem w tym dniu okazjonalny wpis, tak będzie i teraz, temat - kobiety w moim życiu.

Przez pierwsze 10 lat mojego życia były w nim tylko kobiety.

Ojciec zmarł gdy miałem 2.5 roku.
Mieszkałem z matką, mieszkanie znajdowało się w domu opieki prowadzonym przez zakonnice - Sercanki. 
Uczęszczałem do szkoły św Jadwigi prowadzonej przez zakonnice - Nazaretanki.
Na wakacje wyjeżdżałam do ośrodków prowadzonych przez zakonnice - Samarytanki.

Czy ja w ogóle spotykałem mężczyzn?

Spotykałem - stryjowie, bracia ojca - przed wojną bardzo dobrze prosperowali, komunizm ostro ich przyciął, pozostały bardzo dobre maniery.
Dom w którym mieszkałem - mężczyzną był dozorca, matka ostrzegła mnie żebym trzymał się na dystans bo ma gruźlicę. Czasem spotykałem go na ulicy, mocno pijanego.
Szkoła - mężczyzna to oczywiście ksiądz, rytuały kościelne stwarzały dystans nie do przebycia.
Wakacje - mężczyźni to byli pracownicy rolni, a i jeszcze obsługa pociągu - maszynista, palacz, konduktor.

Prawie połowa moich kolegów szkolnych też nie miała ojców. 
W przypadku tych co mieli ojców to i tak cały kontakt ze szkołą załatwiały matki więc tylko je znałem.

Przełomem były dopiero wakacje gdy miałem 11 lat. 
Spędziłem je na prywatnym letnisku i tam doceniłem rolę mężczyzn - wędkarstwo, brydż, siatkówka.

Studia i praca - oczywiście dominowali mężczyźni...
Kobiety - studiowałem na wydziale Mechaniczno-Technologicznym, o ile pamiętam wśród 300 studentów I roku było tylko 8 kobiet.
Akademik - męski.
Wakacje - autostop, praktyki wakacyjne, służba wojskowa - mężczyźni.

60 lat minęło...
Osoby, z którymi najczęściej się spotykam to Służba Zdrowia - dominacja kobiet, zarówno wśród personelu jak i pacjentów.

Dzień dzisiejszy - w radio zapowiadali że będzie muzyka skomponowana przez kobiety, ale póki co to puścili koncert fortepianowy nr 22 Mozarta.

Sprzedawczynie na bazarze nie wiedziały o swoim święcie.

Kupiłem żonie kwiaty...
Dzisiaj upał więc siedzimy cicho w domu.
Muzyka - Elena Katz-Chernin  (Australijka z Kazachstanu)- Dzikie łabędzie - KLIK.